Geoblog.pl    louis    Podróże    Tanzania - Dar es Salaam    Tanzania - Dar Es Salaam
Zwiń mapę
2018
08
gru

Tanzania - Dar Es Salaam

 
Tanzania
Tanzania, Dar es Salaam Harbour
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 0 km
 
DAR ES SALAAM - Tanzania - Marzec 2013

Czy ktoś z was wie, cóż w ogóle w miejscowym języku Suahili oznacza nazwa Dar es Salaam..? Otóż, salaam oznacza „pokój” (zresztą w wielu bliskowschodnich i afrykańskich językach ów wyraz brzmi podobnie – ot, wystarczy wspomnieć choćby arabskie salem), natomiast dar to po prostu „dom”.
Całość więc oznacza „dom pokoju”, choć jednak nie aż tak dosłownie, jako że według słów tuziemców, których rzecz jasna o to zapytać nie omieszkałem (wszak ja zawsze byłem, jestem i będę przysłowiowym „ciekawym jajem” i wcale się tego nie wypieram), całe wyrażenie posiada jednak trochę patetyczne, nawet i nieco „górnolotne” zabarwienie, stanowiąc coś w rodzaju miejscowego, bardzo poważnie traktowanego pozdrowienia.
Ot, gdyby tak chcieć to odnieść do naszej polskiej tradycji, należałoby użyć określenia w rodzaju, na przykład: „chwała temu domowi”, które przecież – choć brzmi ono mocno po sarmacku i jest już dosyć archaiczne – bywa jednak nawet i we współczesnych czasach stosunkowo często używane.
Oczywiście, takowym określeniem posługujemy się prawie zawsze z pewnym przymrużeniem oka i żartobliwie, chociaż i jednocześnie bez bufonady i zbytniego zadęcia, bo przecież mamy już wiek XXI-szy i tego typu anachronizm wymawiany na poważnie jednak by nieco raził, ale… przynajmniej dzięki temu wiecie dokładnie o co chodzi, prawda..? Wszystko jasne więc…
Jesteśmy zatem w historycznej stolicy Tanganiki, spokojnie i bez żadnych nieprzewidzianych okoliczności cumujemy, rozglądamy się dookoła i… oczywiście głęboko się temu miejscu kłaniamy, mówiąc w duchu: „chwała temu domowi” – dar es salaam.
A jaki ów dom jest..? Otóż, miasto to jest jak na warunki afrykańskie metropolią naprawdę bardzo dużą, liczy sobie bowiem aż 2 miliony i 200 tysięcy stałych mieszkańców, do której to liczby dochodzi jeszcze z dobrych kilkaset tysięcy nigdzie niezameldowanych przybyszów z Interioru, którym to miejsce daje większe możliwości znalezienia pracy i godziwszego życia, aniżeli gdzieś na prowincji.
Tutejszy port jest bowiem, jak na afrykańską skalę, dość sporej wielkości i tę dodatkową siłę roboczą jest w stanie „wchłonąć” – a jest taki ważny głównie dlatego, iż to właśnie tutaj krzyżuje się większość szlaków handlowych centralnej części Wschodniego Wybrzeża Afryki. Tak, bo to właśnie Dar es Salaam obsługuje nie tylko rodzimy handel samej Tanzanii, ale i także aż kilku innych sąsiednich krajów, które dostępu do morza nie posiadają.
Wysyłane są więc stąd oraz tutaj są przyjmowane towary Ugandy, Rwandy, Burundi, Malawi, Zambii i częściowo Zimbabwe, ale i nawet wschodnich terytoriów Republiki Konga (niegdysiejszego Zairu), z których to terenów jest znacznie bliżej właśnie do Dar es Salaam, niźli do ich własnych portów kongijskich na Zachodnim Wybrzeżu – Matadi, Bomi i Banana.
Dar es Salaam był niegdyś – co oczywiste – stolicą całej Tanzanii (czyli Tanganiki wraz z wyspami: Zanzibarem, Pembą i Mafią), ale w roku 1996 zdecydowano się jednak przenieść tutejszy rząd i parlament do odległej aż o 500 kilometrów na wschód Dodomy, aby po prostu nazbyt wówczas zacofane, a położone w głębi lądu regiony, bardziej ożywić, co na szczęście miejscowym władzom, właśnie dzięki temu śmiałemu krokowi, w pełni się udało. Jednakże, co również oczywiste, to i tak lokalnej potędze samego Dar es Salaam prawie w ogóle nie zaszkodziło.
No dobra, to tyle byłoby z grubsza o tym porcie, a teraz należałoby wreszcie napisać co w ogóle JA z tego miejsca zapamiętałem, prawda? Toteż odpowiadam: no niestety, bardzo niewiele, jako że staliśmy tu wówczas zaledwie dwa dni i poza moją krótką wycieczką „po okolicznych krzaczkach” w pobliżu portu, na nic więcej czasu mi już nie wystarczyło. Mam oczywiście nadzieję, że za następną moją tu wizytą, będzie już z tym znacznie lepiej, ale niestety póki co obejść się muszę jedynie smakiem, ponieważ mój „marcowy Dar es Salaam” wyraźnie mi się nie udał.
Zapytacie mnie zatem: to po co w takim razie ja w ogóle ten rozdział zacząłem, skoro prawie nic sensownego o tym porcie napisać nie mogę..? Cóż to, czyżbym się jedynie wam pochwalić tym zamierzał – ot, że tu w ogóle byłem – i to nieistotne, że nic tu ciekawego z moim udziałem nie zaistniało, bo mogę teraz z całkowicie czystym sumieniem napisać: „byłem sobie w Dar es Salaam i co więcej, postawiłem nawet swą stopę na tutejszym gruncie!” – bo przecież jak ładnie to brzmi, prawda..?
Ale nie, moi drodzy, akurat to prawdą nie jest, ponieważ główną przesłanką moich aktualnych „literackich” poczynań – tej ostatniej całej serii innych portów to też zresztą dotyczy – jest pokazanie wam, że nasze marynarskie życie wcale nie jest tak ciekawe, jakby się wielu ludziom wydawało. Co więcej, częściej „wieje u nas wręcz przeraźliwą nudą”, aniżeli doświadczamy jakichkolwiek interesujących wydarzeń, już o tych przygodach „z najwyższej półki” nawet nie wspominając.
Toteż właśnie te ostatnie opisy mają tego dowieść – że w naszym zawodzie ostatnio naprawdę bardzo niewiele się dzieje. Wszak zauważyliście to już chyba sami, że piszę ostatnio o czasach nam współczesnych, póki co te „zamierzchłe” na później oszczędzając (bo wtedy, dzięki Bogu, jeszcze jakieś przygody bywały), a w nich, no niestety, jest tylko nuda, nuda i jeszcze raz nuda.
Dlatego też postanowiłem… tymi „flakami z olejem” choć częściowo się z wami podzielić! Wiem, to rzecz jasna z mojej strony trochę nie fair, ale… chyba mi jednak to wybaczycie, samemu się przekonując z jakim to „miodzikiem” naszego marynarskiego żywota mamy w obecnych czasach do czynienia, nieprawdaż..? No, przynajmniej liczę na to. Ot, co…
No dobrze, to to już wyjaśniłem, obiecując wam jednocześnie, że już niedługo naprawdę po jakieś prawdziwe przygody wyruszymy. Niech no tylko skończę wreszcie z tą współczesnością, podczas opisów której moim głównym zamierzeniem było przekazanie wam pewnego przesłania, brzmiącego mniej więcej tak: ot, popatrzcie sobie sami jakimi to różami jest ostatnio nasze życie usłane. Nic, tylko „zachęcać” nowych adeptów marynarskiej profesji do ochoczego wstępowania w nasze szeregi.
Owszem, bywa też i tak, że przydarzają się nam jeszcze jakieś pojedyncze „wyskoki” turystycznej lub towarzyskiej natury, kiedy to możemy sobie nieco pofolgować i nasz los w jakiejś przytulnej knajpce odreagować lub coś interesującego zwiedzić (ot, chociażby na przykład te moje ostatnie wypady „w miasto” na Seszelach lub na Zanzibarze), ale generalnie są to jednak pewne wyjątki, rzecz jasna z gatunku tych, które w przysłowiowy sposób „potwierdzają regułę”.
Bo w dzisiejszych czasach dla nas, „marynarzy słonych wód”, regułą już nie są długotrwałe postoje w egzotycznych portach świata i związane z tym atrakcje lub rozrywki, ale już jedynie ciężka praca i nieomal zupełny brak czasu na skorzystanie z tych egzotycznych dobrodziejstw, albo zajęcie się jakimś pożytecznym hobby podczas pobytu na statku.
No, chociażby jedynie tym, co ja robię w tej chwili – czyli pisaniną niniejszych „Wspominek” – ale ja oczywiście czynię to tylko i wyłącznie podczas moich morskich wacht (czyli… tak czy siak podczas pracy!), nie mając na to już absolutnie czasu po ich zakończeniu, bo wtedy pozostaje już tylko korzystanie z zasłużonego odpoczynku. A kosztem wypoczynku niczego innego robić już nie zamierzam.
Ot, już nie te lata, panie dzieju, panie dzieju… Oj wiem, do starucha mi jeszcze daleko, ale niestety czasem po jakiejś długotrwałej robocie podczas któregoś z kontraktów, ja po prostu nieomal dokładnie tak samo się czuję. Mam wszystkiego dość i jedynym w tym momencie „przyjacielem” może być tylko wygodna kojka do wyspania się. Już nie ten wiek i… chęci… I tyle…

Opuszczamy Tanzanię i kierujemy się do Mombassy…
louis
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
wiza do Tanzanii
Wybierasz się tam? Będzie ci potrzebna wiza do Tanzanii. W Geoblogu możesz ją zamówić z dostawą do domu! Zobacz cenę wizy do Tanzanii, oferujemy najniższe stawki pośrednictwa w uzyskaniu wiz.
Komentarze (2)
DODAJ KOMENTARZ
stock
stock - 2018-12-08 16:19
O proszę, nie spodziewałem się, że nazwa Dar Es Salaam pochodzi z suahili. Brzmi tak bardzo arabsko.
 
louis
louis - 2018-12-08 16:23
A nie, właśnie nie. Osobiście o to kogo trzeba pytałem, więc wiem. Ha, mam nadzieję, że mnie w maliny nie wpuścili.
Pozdro...
 
 
louis
louis Lewandowski
zwiedził 75% świata (150 państw)
Zasoby: 502 wpisy502 57 komentarzy57 574 zdjęcia574 0 plików multimedialnych0
 
Moje podróżewięcej
21.01.2019 - 21.01.2019
 
 
18.01.2019 - 18.01.2019
 
 
16.01.2019 - 16.01.2019